Po cichu, niesmialo, ale - chyba zegnamy sie z pieluszkami (przynajmniej na najblizsze 2 miesiace)! Mlody postanowil chyba, ze to juz najwyzszy czas powiedziec im Pa-pa!
Dawno temu, kiedy jego jedyna bajka byly Autka, obiecalam mu, ze jesli zdecyduje sie zamienic pieluchy na bielizne z prawdziwego zdazenia, dostanie ode mnie taka z nadrukiem glownego bohatera. Od tamtego czasu minelo kilka tygodni, jak nie miesecy, ale dzisiaj wybralismy sie do H&M i zakupilismy dwie pary.
W bokserki siusiu robic nie mozna, bo sie zniszcza. Poki co glowny zainteresowany o tym pamieta. Pekam z dumy, a jakze!
I mam nadzieje, ze nie rozmysli sie po raz drugi i nie wroci do paskudnego nawyku zawijania sie w celofan. Bo przewijanie trzylatka, to czasem nie lada wysilek. Zwlaszcza w te dni, gdy wszystko jest powodem do zabawy/uciekania/kopania/plucia.
Dalej pekam z dumy!
Sunday, 28 April 2013
Sunday, 21 April 2013
Zabawy w fryzjera
I stalo sie. Mlody trafil pod maszynke. Poniewaz od urodzenia walcze z jakas przykra infekcja skory glowy, trafia pod kosiarke srednio raz, do dwoch razy do roku. Jako ze wielkie chlody sie skonczyly (tzn. szczerze licze na to, ze juz nie powroca), odwazylismy sie ogolic go niemalze na zero.
Nie obeszlo sie bez malych niespodzianek (tak, kto by sie spodziewal, ze po dwoch golych pasach z tylu i jednym z przodu, w maszynce skoncza sie baterie?), ale cala trojka dotrwalismy do konca. Mlody zniosl to calkiem dzielnie, choc jego napiecie miesniowe bylo bardzo widoczne. Chyba tego nie lubi.
Teraz dla odmiany jego oczy sa jeszcze wieksze i - wyglada, jak ten sam chlopiec rowno sprzed roku pomimo, ze wtedy mial niespelna dwa lata. Nie ma co, fryzura zmienia czlowieka. Teraz po domu tupta mi mala halasliwa zaroweczka.
Nie obeszlo sie bez malych niespodzianek (tak, kto by sie spodziewal, ze po dwoch golych pasach z tylu i jednym z przodu, w maszynce skoncza sie baterie?), ale cala trojka dotrwalismy do konca. Mlody zniosl to calkiem dzielnie, choc jego napiecie miesniowe bylo bardzo widoczne. Chyba tego nie lubi.
Teraz dla odmiany jego oczy sa jeszcze wieksze i - wyglada, jak ten sam chlopiec rowno sprzed roku pomimo, ze wtedy mial niespelna dwa lata. Nie ma co, fryzura zmienia czlowieka. Teraz po domu tupta mi mala halasliwa zaroweczka.
Monday, 15 April 2013
Wakacyjne przysmaki lat 90-tych
Dzisiaj dzien niemalze typowo szkocki. Tylko slonca jakby troche za duzo (czyt. poswiecilo tak przez godzinke). Ale deszczu oczywiscie w sam raz - pada od srodka nocy. Saczy sie szybkim prysznicem i za cala herbate Chin, nie chce przestac. Wracajac z pracy pomyslalam, jakby to bylo milo, gdyby w tym roku przyswiecilo tak, zeby chociaz na plaze z Mlodym mozna bylo pojsc. Przy ostatniej przymiarce krotkich spodenek, oczywiscie do biegania po mieszkaniu, nie mogl sie nadziwic swoim lydkom - zdecydowanie zbyt rzadko je widuje. Pogoda wszystkiemu winna!
W domu, jak to zwykle po powrocie z pracy, przywital mnie wielki balagan - porozrzucane zabawki, w zlewie sterta naczyn, jakby pol batalionu wojska jadlo (myslalby kto, ze to sprawka dwoch mezczyzn), obrus posniadanny dalej na podlodze, scierki porozrzucane (Mlody ma manie czystosci ostatnio). Az chce sie wracac...
Po ogarnieciu lwiej czesci skutkow tornada (ja ogarnialam, a kolejny nielad tworzyl sie cichaczem poza zasiegiem mojego wzroku), pochlonelismy z Mlodym niewielki talerzyk frytek calkiem dobrze posolonych i - flashback - widze siebie sprzed lat dwudziestu, na plazy jednego z jezior, w ktorym tak chetnie plywalam, w kostiumie i przybrudzonych szarym piachem nogach z kartonikiem tlustych, osolonych frytek w reku, dziobiac je po dwa plastikowym patyczkiem. I slonce! Ale pal licho slonce, TE FRYTKI! Nigdy nie przypuszczalabym, ze przysmazony kawalek ziemniaka moze wywolac taka lawine wspomniec. Chwilo, trwaj!
W domu, jak to zwykle po powrocie z pracy, przywital mnie wielki balagan - porozrzucane zabawki, w zlewie sterta naczyn, jakby pol batalionu wojska jadlo (myslalby kto, ze to sprawka dwoch mezczyzn), obrus posniadanny dalej na podlodze, scierki porozrzucane (Mlody ma manie czystosci ostatnio). Az chce sie wracac...
Po ogarnieciu lwiej czesci skutkow tornada (ja ogarnialam, a kolejny nielad tworzyl sie cichaczem poza zasiegiem mojego wzroku), pochlonelismy z Mlodym niewielki talerzyk frytek calkiem dobrze posolonych i - flashback - widze siebie sprzed lat dwudziestu, na plazy jednego z jezior, w ktorym tak chetnie plywalam, w kostiumie i przybrudzonych szarym piachem nogach z kartonikiem tlustych, osolonych frytek w reku, dziobiac je po dwa plastikowym patyczkiem. I slonce! Ale pal licho slonce, TE FRYTKI! Nigdy nie przypuszczalabym, ze przysmazony kawalek ziemniaka moze wywolac taka lawine wspomniec. Chwilo, trwaj!
Sunday, 14 April 2013
Bunt dwulatka i zupa kalafiorowa
Moje Drogie Dziecko zaczelo przechodzic bunt dwulatka na dlugo przed swoimi drugimi urodzinami i ciagnie sie ten stan do tej pory, czyli pewnie juz z rok, albo i dluzej. Cierpliwosc mam juz na wykonczeniu, jakimis skrawkami ratuje kolejne dni. Od mniej-wiecej tygodnia przechodzimy etap niejedzenia sniadan i obiadow. Glodowka nie dziala. W ogole. Jak jest ryz, chce makaron. Jak jest kurczak, chce ryz. Jak jest ziemniak w zupie, chce kurczaka. I tak w kolo Macieju. Mam nadzieje, ze niedlugo skonczy sie ten uroczy okres, bo wspomnianej cierpliwosci i pomyslow na obiady juz mi brakuje.
Dzisiaj zatem na stole prezentowala sie dosyc okazale i w pokaznych ilosciach zupa kalafiorowa. Zainspirowana przepisem z tego miejsca. Moja wersja aczkolwiek byla pozbawiona miesa, posiadala wiecej warzyw (ilosciowo wiecej), wiecej kurkumy no i byla zdecydowanie ostrzejsza.
Zupa kalafiorowa
3 marchewki, pokrojone na plasterki
3 duze ziemniaki, pokrojone w kostke
4 zabki czosnku, w calosci
1 pietruszka, przekrojona na pol
1 por
1 kalafior, okolo kilogramowy (moze byc mrozony)
1 duza cebula
1.5 lyzeczki nasion kminu
1.5 lyzeczki nasion kopru wloskiego
1.5 lyzeczki kurkumy
sol
pieprz
oliwa
1. Marchewke, pietruszke, czosnek i pora wrzucic do mniejszego garnka, zalac woda tak, aby pokryla warzywa, dodac kmin i koper, posolic. Gotowac okolo 20 minut.
2. W wiekszym garnku na oliwie zeszklic cebule, dodac kurkume.
3. Z bulionu wyjac pora i pietruszke, przelac go do wiekszego garnka z cebula, zagotowac.
4. Wrzucic rozyczki kalafiora, oraz ziemniaki, znowu zagotowac.
5. Gotowac do miekkosci warzyw, podawac posypane natka pietruszki.
Dzisiaj zatem na stole prezentowala sie dosyc okazale i w pokaznych ilosciach zupa kalafiorowa. Zainspirowana przepisem z tego miejsca. Moja wersja aczkolwiek byla pozbawiona miesa, posiadala wiecej warzyw (ilosciowo wiecej), wiecej kurkumy no i byla zdecydowanie ostrzejsza.
Zupa kalafiorowa
3 marchewki, pokrojone na plasterki
3 duze ziemniaki, pokrojone w kostke
4 zabki czosnku, w calosci
1 pietruszka, przekrojona na pol
1 por
1 kalafior, okolo kilogramowy (moze byc mrozony)
1 duza cebula
1.5 lyzeczki nasion kminu
1.5 lyzeczki nasion kopru wloskiego
1.5 lyzeczki kurkumy
sol
pieprz
oliwa
1. Marchewke, pietruszke, czosnek i pora wrzucic do mniejszego garnka, zalac woda tak, aby pokryla warzywa, dodac kmin i koper, posolic. Gotowac okolo 20 minut.
2. W wiekszym garnku na oliwie zeszklic cebule, dodac kurkume.
3. Z bulionu wyjac pora i pietruszke, przelac go do wiekszego garnka z cebula, zagotowac.
4. Wrzucic rozyczki kalafiora, oraz ziemniaki, znowu zagotowac.
5. Gotowac do miekkosci warzyw, podawac posypane natka pietruszki.
Friday, 5 April 2013
Cieply wiosenny wieczor i inne marzenia
Chlodny kwietniowy wieczor nie zacheca do aktywnosci. Ani umyslowej. Ani fizycznej. Zadnej. Do zupelnego lenistwa Lenistwa brakuje mi kubka goracej czekolady (albo przynajmniej zielonej herbaty) i ulubionego karmelowego wafelka. I jeszcze cieplego pluszowego koca. I dobrej ksiazki.
...
Mamaaaa! No chooooodz! - krzyczy z lazienki moje kochane Dziecko. Kochany, zawsze bardzo dobrze wie, kiedy jest najlepszy moment na sprowadzenie mnie na Ziemie.
...
Mamaaaa! No chooooodz! - krzyczy z lazienki moje kochane Dziecko. Kochany, zawsze bardzo dobrze wie, kiedy jest najlepszy moment na sprowadzenie mnie na Ziemie.
| Marzenie na dzisiaj... |
Subscribe to:
Posts (Atom)