Saturday, 12 September 2015

FESIWAL WIKINGOW

Duzo czasu minelo od ostatniego postu. W miedzyczasie przyleciala do nas babcia, Mlody zaczal szkole, babcia poleciala, dzialo sie po drodze, oj dzialo. Ale zacznijmy moze od... konca.

Dzisiaj mielismy przyjemnosc obejrzec Wikingow. szkockich Wikingow, prosto z Glasgow (tu strona). Panowie, panie i dzieci przybyli na mni festiwal w jednym z lokalnych Community Centre.


Od wejscia powital nas zespol harfowy celtyckiej szkoly podstawowej w Edynburgu (tu strona), dziewczynki graly przepieknie. Niestety moi chlopcy ani do znawcow, ani do fanow muzyki nie naleza, nie dali mamie posluchac. ;)

Dalej moglismy podziwiac namioty Wikingow i demonstracje  podstawowych narzedzi. Obejrzelismy, na jakiej zasadzie pleciono sznurki, sznury, liny oraz ubrania; czym jedzono (lyzki zrobione z drewna i poroza losia), z czego pito (swietnie kazdemu znane rogi, ktorych nie bylo mozliwosci postawic na stole).
Najwieksza furrore oczywiscie zrobila zbroja, ktora mozna bylo przymierzyc. W ruch poszly zatem helmy, miecze, topory, tasaki oraz tarcze. Przezornie wszystko stepione.






Na dalszym stoisku dzieci (a takze dorosli :) ) mogly same wykonac wlasny helm, topor oraz tarcze.

Kolejnym stoiskiem, przy ktorym spedzilismy bodaj najwiecej czasu, byly - uwaga, uaga - robaki! Tak, robaki, na dodatek jadalne. Mozna bylo sprobowac pieczonych, smazonych, otoczonych w czekoladzie robali, mozna bylo sprobowac lizaka z mrowkami, czy swierszczami.
Odwazni sie znalezli, mozna byblo poznac po torebkach z nagrodami. ;) Mlody bardzo chcial sprobowac, na co zdecydowal sie po polgodzinie. Z poczatku niechetnie, pozniej stwierdzil, ze bardzo smakowalo. Ale drugi raz probowac juz nie chcial. ;) zdecydowal sie na robaka (nie wiadom, jakiego) w czekoladzie.




Tak smaczna przekaske musial jednak przegryzc domowym ciastkiem z dinozaurami, a potem wyruszyl na zbijanie kokosow, oraz tluczenie szczura. Obydwie konkurencje niezmiernie popularne, ciezko bylo dzieci stamtad zabrac.

Kiedy juz sie to udalo, poszlismy czarowac nasze wlasne topory, helmy oraz tarcze. Po ukonczeniu zabawom nie bylo konca. Kazdy chlopiec i co poniektore dziewczynki - wszyscy ochoczo uderzali w siebie toporami. Nie ma co ukrywac, Wikingowie przybyli! ;)

I mama mogla cos dla siebie zrobic - w kolejnym miejscu mozna bylo stworzyc swoja wlasna bransoletke z filcu. Pani zachecala, by nie poprzestawac na jednej, takze wyfilcowalam sobie dwie. Na wiecej nie mialam smialosci. A kolory same prosily o jeszcze! ;)



Bransoletka i medalion.
Wlasnorecznie zrobiony przez Mlodego ma sza allah. :)

Ogolem spedzilismy tam ze 3 godziny i gdyby nie niesprzyjajaca pogoda, prawdopodobnie posiedzielibysmy tam do konca. Niestety przez deszcz nie zostalismy juz na walkach Wikingow, a szkoda. Moze w nastepnym roku sie uda, in sza allah. :)

Po - okreznej - drodze do domu zebralismy troche kasztanow. Jak sie okazuje, jesien juz nadciagnela, choc do konca jeszcze jej nie widac. Moze dlatego, ze lato w tym roku nie rozpieszczalo i bylo nad wyraz chlodne i deszczowe, w przeciwienstwie do lat poprzednich. Drzewa sa nadal zielone, niewiele potracilo swoje liscie.
Zacheceni kilkoma kasztanami, postanowilismy przejsc sie uliczka znana nam z tego, ze rosnie tam wiecej, niz jeden marny kasztanowiec. Oto nasze zbiory:

Jeszcze tydzien, moze dwa i bedziemy mieli caly kosz kasztanow, a za tym ida oczywiscie kasztanowe ludziki! Juz nie mozemy sie doczekac. :)

Wracajac do domu natknelismy sie na likwidacje pewnej marokanskiej restauracji. Do domu przytargalismy dwa niewielkie komplety filizanek i talerzy. Zachecona przez starszego synka wzielam dwa, sama pewnie ograniczylabym sie do raptem dwoch filizanek.


Niestety nie wszystko przetrwalo droge do domu i jedna filizanka wraz z talerzem lekko sie uszczerbily. Nauczona doswiadczeniem bede teraz wozic ze soba dodatkowa torbe. ;)

Tuesday, 18 August 2015

PIERWSZY DZIEN SZKOLY

W Edynburskich szkolach publicznych rok szkolny rozpoczyna sie zwyczajowo w okolicach polowy sierpnia. Nie ma tu wiekszego znaczenia dzien tygodnia - nie musi to byc poniedzialek, moze byc sroda, a nawet piatek.
W tym roku pierwszy dzien szkoly przypadl na poniedzialek, 17-tego sierpnia.
Edukacje rozpoczely zatem dzieci urodzone pomiedzy styczniem, a grudniem 2010 roku, choc te urodzone w pierwszych dwoch miesiacach roku mialy mozliwosc pojscia do szkoly wczesniej, a mianowicie w roku szkolnym 2014/2015. Poniewaz jednak Mlody urodzil sie w polowie roku, jego pierwsza klasa przypadla na rok szkolny 2015/2016.
I tak podekscytowani (bo to takze i pierwszy dzien dla mnie, jako mamy), wyposazeni w niezbedne atrybuty malego ucznia (plecak, teczka na ksiazki, prace domowe i korespondencje rodzic <-> nauczciel, lunchbox i stroj na wf) wyruszylismy po raz pierwszy do szkoly.

Rekin musi byc. :)
Budynek miesci sie stosunkowo niedaleko, wiec jest szansa, ze nie bedzie problemow z porannym pokonaniem tak krotkiej trasy.

Budynek szkoly

Zasade, wedlug ktorej lepiej byc za wczesnie, niz za pozno, musza takze wyznawac i inni rodzice, bo na 20 minut do rozpoczecia pierwszych zajec, pod wejsciem dla 'maluchow' juz byla spora grupka rodzicow i opiekunow. Zgubic sie w tym tlumie nie bylo ciezko, na dowod czego mlodsza pociecha postanowila sie zawieruszyc. Nic nie robiac sobie z braku mamy, postanowil dokarmic zabe-smietnik okolicznymi kamieniami.
Mlody troche niepewnie patrzyl na to, co sie dzieje i widac bylo, ze stres bierze gore. Aczkolwiek po chwili dojrzelismy jedna znajoma twarz - dziewczynke z jego klasy, ktora spotkalismy klka dni wczesniej i od razu mozna bylo poznac, ze wszelkie watpliwosci uciekly. Widac, ile moze zdzialac choc jedna znajoma twarz. :)
Po kilku minutach przyszedl dyrektor, a za nim wyszly panie nauczycielki. Dzieci ustawily sie w rzadkach, niektore dziewczynki juz zdazyly wysciskac dopiero co poznane nauczycielki. Ostatnie usmiechy, przytulasy, buziaki i pozegnania i znieknely za drzwiami szkoly.


Powod, dla ktorego warto podpisywac ubrania -
pierwsza przerwa w nowym roku,a ktoras
dziewczynka wroci do domu bez sweterka

Dzisiejszy dzien, troszke krotszy od nastepnych trwal niespelna 3 godziny.
Kazdy kolejny, do konca pierwszego tygodnia bedzie trwal 3 pelne godziny, a juz od drugiego tygodnia dzieci beda przebywac w szkole 6 godzin, wliczajac w to oczywiscie mala krotka przerwe oraz dluzsza, ponad godzinna przerwe na lunch.
I tak oto jakis etap zostal juz za nami, rozpoczelo sie cos nowego. Obawiam sie, ze nie obejrze sie, a tu niedlugo bedzie koniec szkoly podstawowej, zacznie sie High School, a pozniej - kto wie - moze uniwersytet? in sza Allah...



Monday, 10 August 2015

ISLAM FESTIVAL 2015

Pierwszy tydzien sierpnia za nami, wiec tradycyjnie dla Edynburga jest to poczatek festiwalu.
Fringe Festival odbywa sie rok rocznie, od niemalze siedemdziesieciu laty i jest najwiekszym na swiecie miejscem spotkan kultury i sztuki. Przyjezdzaja tu ludzie z calego swiata (co golym okiem da sie zauwazyc po ilosci przechodniow na ulicach i tempie, z jakim trzeba sie poruszac chcac przedostac sie przez centrum miasta) - nie tylko publicznosc, ale i artysci. I tak w repertuarze jest komedia, przedstawienia dla dzieci, opera, taniec, teatr i wiele innych. Na pewno kazdy znajdzie cos dla siebie.

W tym roku takze meczet glowny postanowil otworzyc drzwi dla zwiedzajacych.
Pierwszego dnia festiwalu mozna bylo przyjsc do meczetu i zwiedzic pomieszczenie od srodka. Byly organizowane wycieczki oraz wystawa. Dzieciom takze sie nie nudzilo. Czekaly na nie zdobienie ciastek, henna (tu jak zwykle kolejki, stoiska z henna ciesza sie zawsze ogromna popularnoscia - nic dziwnego, od niektorych wzorow nie mozna bylo oderwac wzroku!), sadzenie ziarenek dynii, gra w klasy, pileczki (przy tych zwlaszcza najmlodsze dzieci bawily sie najlepiej), roznego rodzaju twory plastyczne, od masek, przez laleczki z papieru, po wycinanki z talerzy i wiele innych. Mozna bylo zakupic domowej roboty ciasteczka, napic sie kawy, czy herbaty, a dzieci z checia biegaly po soki. Takze lubiacy liteature mieli stoisko dla siebie - mozna bylo zaopatrzyc siebie i dzici w ksiazki o tematyce islamskiej, a takze islamskie kolorowanki, piosenki i kolysanki.

Zdobi sie ciasteczko

I efekt koncowy zdobienia.

Dynia do wyhodowania w przydomowym ogrodku
Maski!

I znowu ciasteczka, mmmmm!

Dwie nowe ksiazki do kolekcji.
Ladnie poukladane przed przyjsciem dzieci. ;)
Hopscotch!
i mama znalazla cos dla siebie. ;)


Atrakcje dla dzieci rozpoczynaly sie w samo poludnie. Przychodzac nie myslalam, ze moim chlopcom bedzie sie tak podobac i spedzilismy tam co najmniej trzy godziny. Kiedy juz wszystko obejrzeli, wszystkiego podotykali, najadli sie ciasteczek, przeszlismy do meczetu, aby obejrzec wystawe. Mlody byl zachwycony mozliwoscia sluchania Koranu, ku mojemu zdziwieniu nie chcial wcale wychodzic. Zzamiast ogladac, co zostalo przygotowane, spedzil ze sluchawkami na uszach dobre 20 minut, ma sza allah.


Przy wejsciu do sali, w ktorej odbywala sie owa wystawa, mozna bylo zobaczyc makiete meczetu glownego. Z lotu ptaka dopiero widac, jak bardzo rozlegly jest to budynek.


Poza tym byla kaligrafia, od klasycznej, po nowoczesna robiona sprayem, byly filmy o Proroku Muhammadzie (pokoj z nim), o zyciu muzulmanow cieszace sie dosc duzym zainteresowaniem.




W ramach Festiwalu przygotowane sa jeszcze trzy takie spotkania, w nastepna i jeszcze kolejna sobote. Ku uciesze moich dwoch synkow oczywiscie.

Thursday, 6 August 2015

GRYZAKI SENSORYCZNE I PIECIOLATEK

Jest! Po kilku dlugich dniach oczekiwania jest z nami - male niebieskie koleczko na minionkowej tasmie, czyli gryzak sensoryczny oojamabobs.
Od jakiegos juz czasu Mlody gryzie wszystko, co wpadnie mu w rece. Doslownie - wszystko. Swoja uwaga zaszczycil kurtki, bluzki (jesli bluzka ma niewystarczajaco dlugi rekaw, by swobodnie gryzc, z latwoscia mozna naciagnac na nadgarstki nawet krotki rekawek!), swetry, bluzy, palce, zabawki, pilot do telewizora, firanki, koce - no wszystko, co wpadlo mu w rece.
Poczatkowo myslalam, ze tak reaguje na znudzenie, czy stres (i pewnie ma to jakis zwiazek), ale czytajac troche wiecej i szperajac coraz glebiej w internecie doczytalam (na przyklad tu), ze niektore dzieci maja nieodparta pokuse gryzienia, zucia. Co najciekawsze, pokusa ta czesto nie konczy sie wraz z wiekiem. I tak mozna znalezc gryzaki dla mniejszych, zabkujacych jeszcze dzieci oraz starszych w wieku przedszkolno-szkolnym, nastolatkow a takze i dla doroslych!
Po odwiedzeniu kilku sklepow internetowych i przeszukaniu popularnego serwisu zakupowego, moj wybor padl na male seledynowe koleczko od Abbi z oojamabobs (tutaj link do strony).
Dotarlo do nas po dwoch dniach od zlozenia zamowienia, w malej niepozornej kopertce.
Z wielu dostepnych wzorow samego gryzaka (nasz padl na malego 'paczka', ale byly jeszcze wieksze kolka, samochody, stopy, popularne ciasteczka, slonie itp), mozna wybrac takze rodzaj zawieszenia - czarny sznureczek, badz kolorowa tasma. Ta ostatnia tez ma wiele ciekawych wzorow. ale ze Mlody jest ostatnio zafascynowany Minionkami, oczywiscie wybral minionkowa tasme.
Po niemalze tygodniu uzywania widze, ze koleczko jest noszone z duma na piersi (do snu chowane pod poduszke) i zdaje egzamin celujaco - palce nie laduja w buzi w kazdej nano sekundzie, nie naliczylam wiecej dziur w zadnej czesci garderoby, piloty i firanki poszly w odstawke. Cieszmy sie! ✌️



Friday, 31 July 2015

PLAYDAY 2015 W EDYNBURGU

Playday, czyli jeden dzien w roku, w ktorym Urzad Miasta (w przypadku Edynburga) organizuje zabawy dla dzieci (promujac w ten sposob roznego rodzaju zewnetrzne aktywnosci z ich udzialem), odbyl sie w ostatnia srode miesiaca, 29-tego lipca.

Aby tam dotrzec, musielismy pomeczyc sie troche w korkach probujac dostac sie autobusem do muzeum, skad na piechote poszlismy juz na Grassmarket, mijajac po drodze male zabytkowe kamieniczki i oczywiscie cmentarz na Grassmarket (ale o tym moze innym razem).
Gdy tylko dotarlismy na miejsce, a nawet zanim postawilismy swoje nogi na placu, juz bylo widac, ze inicjatywa cieszy sie ogromnym zainteresowaniem. Z przerazeniem spojrzalam na morze dzieci i ich opiekunow zastanawiajac sie, czy i jak chlopcy beda sie tam bawic.


Niewiele jednak trzeba bylo czekac na zainteresowanie, przy mini labiryncie zrobionym ze starych pudel Starszy juz cos przyklejal, malowal, krzyczal: "Mama! Mama! Spojrz, domalowalem okno!", Mlodszy postanowil zostac perkusista (zapewne ku zirytowaniu mieszkancow lokalnych kamienic, wolalam nie spogladac w okna).
Dalej minelismy miejsce do zabawy blotem (tak, blotem!), warcaby, pania prowadzaca zajecia z piosenkami i oczywiscie - wode.

Pilki, pileczki, kapselki - raj dla dwulatka.

Oryginalna prosba do rodzicow i opiekunow.
chcialabym zobaczyc tego jednorozca.

Jak tylko chlopcy zobaczyli wode, od razu wsiakli (doslownie - po 5 minutach byli cali mokrzy, lacznie z butami!).

Pilki, pileczki, baseny, mensurki, konewki, rury, rurki, kaczki i czego dusza zabraknie - wszystko po to, by konstruowac, przelewac, psikac, rzucac, topic i pluskac sie.

Nastepnie udalo nam sie dojsc do stoiska z ziemia (znowu bloto!) i roznego rodzaju roslinkami, ktore mozna bylo sadzic, przesadzac, przekopywac. W miedzyczasie zaliczylismy nieplanowany deszcz, ktory juz do konca pozbawil mnie nadziei na to, ze jakakolwiek czesc dzieciecej garderoby pozostala sucha.
Warzywa nie wywarly zbytniego wrazenia, bo spokojnie przeszlismy do glownej atrakcji (zaraz po wodzie) - ogromnej piaskownicy (z pieknym czystym piachem, jakiego tutaj jeszcze nie doswiadczylam).


Pierwsze pytanie, jakie zadalo mi starsze dziecko, zanim zdazylam sie dobrze rozejrzec: "Mamoooo, moge zdjac buty? Wszystkie dzieci maja zdjete, mogeeee?".

Po jakichs dwoch godzinach zabralismy sie do domu. Cala impreza trwala od 12.30 do 16.30.
Poniewaz nie udalo nam sie wybrac ani rok, ani dwa lata temu, w tym roku, po przeczytaniu wielu recencji z lat poprzednich oczekiwalam swietnej zabawy na cale popoludnie. Osobiscie nie bylam pod wrazeniem, ale chlopcy byli zadowoleni, a to liczy sie przeciez najbardziej.
Nastepnym razem dobrze byloby zorganizowac, badz co badz szlachetna inicjatywe gdzies, gdzie bedzie wiecej przestrzeni. Bo jednak waski plac na Grassmarket nie miesci tak duzej ilosci ludzi, a zainteresowanie, jak wynikalo i z poprzednich lat jest ogromne.

Pomimo wszystko alhamdulillah za wspaniale spedzony dzien ze wzglednie sloneczna pogoda. W przyszlym roku takze planujemy zajrzec, in sza allah. :)

ps. Jesli chcialbys wiecej poczytac nt. idei playday, kliknij tutaj (strona w jezyku angielskim).

Monday, 8 June 2015

TADEJ NIEJADEK I JADLOSPIS

Stalo sie. Przewidywalam, bylo to nieuniknione, ale gdzies tlila mi sie nadzieja, ze moze tym razem unikne przyjemnosci. Jednak nie. Jest i konca nie widac. Co takiego? Ano niejedzenie. Nic. Zero. Nul. Nada. Nie chce jesc. Zyje powietrzem i miloscia, czasem popije wody. Od biedy przegryzie stary chleb, jajko (ale tylko biale, bron Boze zoltko sie pojawi na talerzu). Czasem zaszczyci mnie apetytem na makaron z pomidorowka. Moj syn dba o moj portfel najwyrazniej, aczkolwiek stan mojego umyslu chyba jest mu obojetny.
Tak oto dzis w menu powitalismy mleko, wode, gryz jablka, mleko, poltora jajka (oczywiscie - samo bialko) i pare rodzynek. Dochodzi 18:00. Ide rwac wlosy z glowy i wymyslac kolejny jadlospis. Nie pamietam, czy to juz piaty, pietnasty, czy piezdziesiaty. Zaniedlugo wylysieje.

Wednesday, 28 January 2015

A LATA LECA

Gdy po raz pierwszy zalozylam bloga, byly to w ogole moje pierwsze kroki w internecie (ach ta grafomania!). Niesmialo, gdzies tam, cos tam. W innym zupelnie jezyku (tak, to byla moja taktyka - pisac w obcym jezyku, z obcymi mi ludzmi, dzielic sie w ten dziwny sposob swoimi przemysleniami i emocjami miedzy innymi po to, by szbciej nabrac oglady w tej mowie), w najdziwniejszym w swiecie stylu.
Zaczynam teraz od nowa, rozgladam sie po polskiej blogosferze i az nie wierze - to jakby inny swiat, w ktorym - dziwnie mi to przyznac - nie widze samej siebie. Czuje sie tam (ceolowo pisze tam, a nie tu) jakos dziwnie, nieswojo, jakbym weszla do sali pelnej uczniow znajacych sie juz od kilku lat niemalze na wylot, czuje, ze nie pasuje. Mysle, ze stane gdzies z boku, z dala od zgielku, klotni, fochow i bede sobie pisac tak po troszku, po cichu, niemalze do szuflady. O niczym konkretnym, o zyciu dookola, o tym, jak jest tu (bo kiedys tu, to teraz tam) o moich chlopakach, o marzeniach, codziennosci, o przeszlosci. A niech wielki blogowy swiat kreci sie tam daleko. Czasem do niego zajrze, ale wiem, ze tak jak i kiedys w realu, tak i teraz bede ta, ktora raczej podpiera sciane, niz wywija na parkiecie.

GRAFOMANIA

Grafomania, to takie przedziwne zjawisko, ktor nigdy nie mija. To niemalze stan umyslu. Palce swedza, dlugopis czeka, kartka jest, laptop wlaczony. Niby jest pustka w glowie, ale zarazem chaos. Tysiac piecset mysli pedzi na minute. Bierzesz dlugopis do reki, dotykasz nim kartki, przysiadasz przy laptopie, chcesz nacisnac pierwsza literke i... pustka. Tak, ta sama Pustka przez duze P. Ale uparcie trwasz dalej w postanowieniu - bedziesz pisac! Pisac musisz, bo to rozluznia, uspokaja, ale i pobudza kolejne mysli nieskonczone...
Czyli - witaj ponownie moj blogu, trzeba cie porzadnie odkurzyc.