Wednesday, 28 January 2015

A LATA LECA

Gdy po raz pierwszy zalozylam bloga, byly to w ogole moje pierwsze kroki w internecie (ach ta grafomania!). Niesmialo, gdzies tam, cos tam. W innym zupelnie jezyku (tak, to byla moja taktyka - pisac w obcym jezyku, z obcymi mi ludzmi, dzielic sie w ten dziwny sposob swoimi przemysleniami i emocjami miedzy innymi po to, by szbciej nabrac oglady w tej mowie), w najdziwniejszym w swiecie stylu.
Zaczynam teraz od nowa, rozgladam sie po polskiej blogosferze i az nie wierze - to jakby inny swiat, w ktorym - dziwnie mi to przyznac - nie widze samej siebie. Czuje sie tam (ceolowo pisze tam, a nie tu) jakos dziwnie, nieswojo, jakbym weszla do sali pelnej uczniow znajacych sie juz od kilku lat niemalze na wylot, czuje, ze nie pasuje. Mysle, ze stane gdzies z boku, z dala od zgielku, klotni, fochow i bede sobie pisac tak po troszku, po cichu, niemalze do szuflady. O niczym konkretnym, o zyciu dookola, o tym, jak jest tu (bo kiedys tu, to teraz tam) o moich chlopakach, o marzeniach, codziennosci, o przeszlosci. A niech wielki blogowy swiat kreci sie tam daleko. Czasem do niego zajrze, ale wiem, ze tak jak i kiedys w realu, tak i teraz bede ta, ktora raczej podpiera sciane, niz wywija na parkiecie.

No comments:

Post a Comment