Aby tam dotrzec, musielismy pomeczyc sie troche w korkach probujac dostac sie autobusem do muzeum, skad na piechote poszlismy juz na Grassmarket, mijajac po drodze male zabytkowe kamieniczki i oczywiscie cmentarz na Grassmarket (ale o tym moze innym razem).
Gdy tylko dotarlismy na miejsce, a nawet zanim postawilismy swoje nogi na placu, juz bylo widac, ze inicjatywa cieszy sie ogromnym zainteresowaniem. Z przerazeniem spojrzalam na morze dzieci i ich opiekunow zastanawiajac sie, czy i jak chlopcy beda sie tam bawic.
Niewiele jednak trzeba bylo czekac na zainteresowanie, przy mini labiryncie zrobionym ze starych pudel Starszy juz cos przyklejal, malowal, krzyczal: "Mama! Mama! Spojrz, domalowalem okno!", Mlodszy postanowil zostac perkusista (zapewne ku zirytowaniu mieszkancow lokalnych kamienic, wolalam nie spogladac w okna).
Dalej minelismy miejsce do zabawy blotem (tak, blotem!), warcaby, pania prowadzaca zajecia z piosenkami i oczywiscie - wode.
![]() |
| Pilki, pileczki, kapselki - raj dla dwulatka. |
![]() |
| Oryginalna prosba do rodzicow i opiekunow. chcialabym zobaczyc tego jednorozca. |
Jak tylko chlopcy zobaczyli wode, od razu wsiakli (doslownie - po 5 minutach byli cali mokrzy, lacznie z butami!).
![]() |
| Pilki, pileczki, baseny, mensurki, konewki, rury, rurki, kaczki i czego dusza zabraknie - wszystko po to, by konstruowac, przelewac, psikac, rzucac, topic i pluskac sie. |
Nastepnie udalo nam sie dojsc do stoiska z ziemia (znowu bloto!) i roznego rodzaju roslinkami, ktore mozna bylo sadzic, przesadzac, przekopywac. W miedzyczasie zaliczylismy nieplanowany deszcz, ktory juz do konca pozbawil mnie nadziei na to, ze jakakolwiek czesc dzieciecej garderoby pozostala sucha.
Warzywa nie wywarly zbytniego wrazenia, bo spokojnie przeszlismy do glownej atrakcji (zaraz po wodzie) - ogromnej piaskownicy (z pieknym czystym piachem, jakiego tutaj jeszcze nie doswiadczylam).
Pierwsze pytanie, jakie zadalo mi starsze dziecko, zanim zdazylam sie dobrze rozejrzec: "Mamoooo, moge zdjac buty? Wszystkie dzieci maja zdjete, mogeeee?".
Po jakichs dwoch godzinach zabralismy sie do domu. Cala impreza trwala od 12.30 do 16.30.
Poniewaz nie udalo nam sie wybrac ani rok, ani dwa lata temu, w tym roku, po przeczytaniu wielu recencji z lat poprzednich oczekiwalam swietnej zabawy na cale popoludnie. Osobiscie nie bylam pod wrazeniem, ale chlopcy byli zadowoleni, a to liczy sie przeciez najbardziej.
Nastepnym razem dobrze byloby zorganizowac, badz co badz szlachetna inicjatywe gdzies, gdzie bedzie wiecej przestrzeni. Bo jednak waski plac na Grassmarket nie miesci tak duzej ilosci ludzi, a zainteresowanie, jak wynikalo i z poprzednich lat jest ogromne.
Pomimo wszystko alhamdulillah za wspaniale spedzony dzien ze wzglednie sloneczna pogoda. W przyszlym roku takze planujemy zajrzec, in sza allah. :)
ps. Jesli chcialbys wiecej poczytac nt. idei playday, kliknij ☞ tutaj (strona w jezyku angielskim).





No comments:
Post a Comment