Dzisiejszy dzień był zaplanowany od samego rana. Najpierw mieliśmy iść z chłopcami obejrzeć przygody Ralpha i Venelope w internecie. Film, którego sama z niecierpliwością wyczekiwałem.
Seans był zorganizowany przez lokalną inicjatywę we współpracy z organizacją pomagającą i wspierającą autystyczne dzieci i ich rodziny. Już zdarzyło nam się w przeszłości uczestniczyć w takich seansach, wspominam je bardzo miło. Aczkolwiek może dlatego, ze w Szkocji trwają już od trzech tygodni wakacje, na dzisiejszym seansie było o wiele więcej dzieci, niż zwykle. W efekcie nie udało jak się posiedzieć dłużej, jak 10 minut.
Wychodząc, M. dostał świecąca zabawkę, która bardzo mu się podobała (uwielbia przyglądać się z bliska świecącym światełkom) i która z pewnością będzie przyprawiać mnie o migreny co wieczór przez najbliższe kilka nocy.
Po wyjściu z kościoła (tak, seans był organizowanym w hali jednego z okolicznych kościołów) niemiłosiernie zlał nas deszcz, wiec musieliśmy zrobić przymusowy przystanek w domu. Przegraliśmy się i w drogę. Następne na liście miały być atrakcje związane z nadchodzącym festiwalem - Fringe.
Fringe rokrocznie od ponad 50 lat zaczyna się w sierpniu i trwa cały miesiąc, czasami są organizowane takie wstępne występy. Dla nas Fringe zawsze był poza zasięgiem ręki ze względu na tłumy ludzi, wysokie ceny, chmury przedziwnych zapachów w powietrzu i wszechobecny hałas. W związku z tym pomyślałam, że dzisiaj jest dobra szansa, aby spróbować festiwalowych atrakcji w mniejszym skupisku ludzi.
Dotarliśmy wiec do lokalnego centrum dla młodzieży. Niestety już przy wejściu było widać, że pomieszczenie jest bardzo małe, a ludzi dużo. Jeszcze nie udało nam się wejść przez drzwi, jak już żaden z chłopców nie był chętny w niczym uczestniczyć.
W ofercie było malowanie twarzy, brokatowe „tatuaże”, nauka sztuczek cyrkowych, lekcje muzyki, wyrabianie własnoręcznie zrobionych odznak/plakietek, balony i żonglowanie.
Na koniec był lunch w wersji pendżabi serwowany przez niestety od kilku dni zamkniętą małą lokalną restaurację.
Nie załapaliśmy się na pewno na grupowe zdjęcie i końcowe występy, które poniekąd miały być kluczem całego dnia.
Pomimo, że nie uczestniczyliśmy w pełni w dzisiejszych atrakcjach, utwierdził mnie dzisiejszy dzień w przekonaniu, ze Festiwal w Edynburgu jest jeszcze nie dla nas i ten stan rzeczy moze się nie zmienić przez kilka najbliższych lat. Pomimo wszystko, było to jednak ciekawe doświadczenie. :)


No comments:
Post a Comment